POWRÓT KRÓLA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

 

 

REJTERADA KADROWICZÓW

W ostatnim czasie miałem sporo obowiązków. Z tego powodu zamilkłem na jakiś czas. Wracam wraz ze sztafetą mieszaną. Po ciuchu liczę na to, że w tej konkurencji zdobędziemy w Ruhpolding medal. Zapewne zdążyliście zauważyć, że widzę biatlonowy świat w różowych barwach. Tomasz Sikora, moi mili, wróci na niemiecki czempionat w formie, i wraz z dwójką naszych pań oraz celnie strzelającym Krzysztofem Pływaczykiem, zdobędzie w Ruhpolding medal! O tak! Nie bójmy się słów! Sztafeta mieszana to konkurencja traktowana nieco po macoszemu. Najwięksi odpuszczają ten start. Liczę na to, że któryś z norweskich, niemieckich, rosyjskich, francuskich lub szwedzkich gigantów w Ruhpolding będzie oszczędzał siły na późniejsze starty. “Miksty” odbędą się inaugurację mistrzostw, zdobędziemy medal a potem będzie już tylko lepiej! Na korzyść naszej drużyny działa dzisiejszy wynik. Nie przejęzyczyłem się. Nadzieja i presja będzie mniejsza a więc szanse większe. Jednak do meritum, nie o tym miał być ten wpis.

Zginął Zbyszek!

Na lotnisku w Helsinkach, gdzie nasi zawodnicy mieli przesiadkę w drodze do Kontiolahti, Zbyszek wraz z nartami, kijami oraz torbą z rzeczami Weroniki Nowakowskiej-Ziemniak, zrejterował z naszej kadry! Podobno dezerterzy przestraszyli się arktycznych mrozów. Weronika Nowakowska-Ziemniak mówiła, że warunki w Finlandii są nieludzkie! Przez wysoką wilgotność powietrza, przy minus 17 stopniach ma się wrażenie, że jest minus 30! Zbyszek jednak dość szybko stęsknił się za zawodniczką, i już po kilkudziesięciu godzinach wrócił do kadry. To nieco działa na jego korzyść! Narty i kije dotarły trochę później. Weronika starała się zbagatelizować sprawę, mówiła, że Zbyszek wybrał się na wakacje. Nie! Panie Zbyszku to była zwykła dezercja, a to grozi poważnymi konsekwencjami! Od dzisiaj Pani Weronika musi codziennie puszczać Zbyszkowi najgorszą piosenkę w historii muzyki popularnej pt. Gdzie jest kuxxx Zbyszek? Słuchanie tego, to absolutna katorga, więc, z uwagi na szacunek dla czytelników, nie zamieszczę żadnego odsyłacza. Masochistów zapraszam na YouTube.pl. Pisałem o okolicznościach łagodzących! Oskarżony dość szybko zrozumiał, że to był błąd i wykazał skruchę. W związku z tym proponuję ugodę! Nikt nikomu nie każe słuchać tego muzycznego potwora, ale od jutra, aż do końca sezonu, Zbyszek i narty spisują się bez zarzutu, a w Ruhpolding widzimy medal na szyi Pani Weroniki!

   PS. Akta sprawy na “fejsbukowej” tablicy “fanpejdza” Weroniki Nowakowskiej-Ziemniak

Mistrz bierze kąpiel samotnie

Pucharowa runda w Anterselwie była dla Norwegów najgorszą od 2005 roku – wtedy ostatni raz ani jeden z reprezentantów i reprezentantek tego kraju nie stanął na podium. Na domiar złego męska sztafeta zanotowała najgorszy wynik od 2002 roku, kończąc bieg rozstawny na odległym 11. miejscu. W Oslo wszystko miało się odmienić. W czwartek stadion niemal szczelnie zapełnił się dziećmi ze stołecznych szkół, które miały zapewniony darmowy wstęp na zawody. Dziesiątki tysięcy młodych norweskich oczu zobaczyły, że

Tarjei Boe

wciąż spisuje się znacznie poniżej oczekiwań. W czwartkowym sprincie spudłował trzykrotnie, i uplasował się na odległy 28. miejscu. Biegowo uzyskał 17 wynik – słaby, ale mieszczący się w tegorocznej normie biatlonisty. 24-latek nie ma zielonego pojęcia z czego wynika jego słabsza dyspozycja. Boe na łamach norweskich gazet przyznał, że na początku stycznia zdał sobie sprawę, że nie jest najlepiej przygotowany do sezonu. Wtedy zabrał się do jeszcze cięższej pracy, ale jak do tej pory… nie przyniosła ona rezultatów.

Czuję, że zrobiłem to co powinienem zrobić, ale w czasie zawodów wszystko szlag trafia. Muszę przygotować się jeszcze lepiej.

- powiedział w rozmowie z dziennikarką VG. Ubiegłoroczny zdobywca Kryształowej Kuli dzień przed zawodami był pełen nadziei. Podkreślał, jak ciężko trenował ze Svendsenem i pozostałymi kolegami z reprezentacji w Lillehamer, czego efekty muszą być widoczne już w Oslo. Cytowana wyżej gazeta VG, w tym samym tekście, przypomina, że

Emil Hegle Svendsen

i Boe są nie tylko rywalami, ale przede wszystkim także wielkimi przyjaciółmi. Niemal cały czas spędzają w swoim towarzystwie: razem mieszkają, razem jedzą, razem trenują, razem śpią i wspólnie przechodzą kryzys formy.

 Svendsenowi brakuje przede wszystkim pewności na strzelnicy – biega bardzo dobrze. W sprincie w Oslo był najszybszy na trasie, ale dwa razy spudłował, i rywalizację ukończył na najniższym stopniu podium. Dziennikarze w Norwegii zastanawiają się, czy u podstaw słabej dyspozycji nie leży specyficzny styl bycia obu zawodników. W opinii jednych są wyluzowani, dzięki czemu w norweskiej drużynie panuje wyjątkowo dobra atmosfera.

W opinii drugich zawodnicy zbyt małą uwagę poświęcają biatlonowi, i nie jest to zarzut tylko pod adresem Boe i Svendsena.

Wszystko spokojnie obserwuje

Ole Einar Bjoerndalen.

Legendarny biatlonista woli kąpać się bez koleżanek z reprezentacji.

Często też przygotowuje się poza kadrą, i być może dzięki temu – jako jeden z nielicznych – konsekwentnie eliminuje mankamenty swojej dyspozycji. OEB w sprincie był piąty mimo, że musiał pokonać dodatkowe 150 metrów. Po zawodach w rozmowie z dziennikarzami przyznał:

Jestem bardzo szczęśliwy! Po raz pierwszy od dawna miałem bardzo dobry czas ostatniej rundy.

Bjoerndalen na tym odcinku trasy przegrał tylko ze Svendsenem. Na całej 10 kilometrowej trasie szybsi od Norwega byli tylko: Martin Furcade, Peiffer i wspomniany Svendsen – a to najlepszy dowód na to, że mając 39 lat można notować zwyżkę formy, Panie Tomaszu.

.

Trochę bardzo do dupy

Na dzień przed startem pucharowej rywalizacji w Holmenkollen Norwegowie mają sporo zmartwień. Ostatnia runda PŚ była pierwszą od grudnia 2005 roku, w czasie której reprezentanci kraju fiordów nie stanęli ani razu na podium. W  przypadku żeńskiej części reprezentacji nie jest to aż tak szokujące. Kibiców najbardziej martwią słabe wyniki mężczyzn. Per Arne Botnan, kierownik kadry, poproszony przez dziennikarzy Verdens Gang o kilka słów komentarza, po sprincie w Anterselwie, powiedział:

Trochę do dupy.

Najlepszy z norweskich biatlonistów, Emil Hegle Svendsen, uplasował się na 23. miejscu, Tarjei Boe skończył rywalizację na 40. pozycji, a Ole Einar Bjoerndalen linię mety przekroczył z 56. czasem. Wypadek przy pracy? Niekoniecznie. Dzień później, w biegu ze startu wspólnego niewiele się zmieniło: 10., 14. i 22. to miejsca kolejno Bjoerdalena, Svendsena i Boe. Panowie Boe i Bjoerndalen postanowili zrehabilitować się w sztafecie, w której – razem z Birkelandem i Bergerem – pobiegli ostatniego dnia zmagań we Włoszech. Bjoerndalen pobiegł na pierwszej zmianie. Wyprowadził swoją reprezentację na pierwsze miejsce. Po biegu w rozmowie z dziennikarzem VG powiedział:

Każdego dnia jestem coraz lepszy. Na ostatniej rundzie dałem z siebie wszystko.

Rzeczywiście czas ostatniego okrążenia Ole Einara był fenomenalny – tego dnia absolutnie najlepszy. OEB na tym odcinku wygrał nawet korespondencyjny pojedynek z Larsem Bergerem, który po ostatnim strzelaniu pędził co sił w nogach do strefy zmian. Musiał choć trochę zrehabilitować się za dyspozycję strzelecką. Z 16 strzałów tylko 5 doszło celu. Norwegowie sztafetę ukończyli jako jedenasta drużyna w stawce, co jest najgorszym wynikiem od 10 lat.

Strzelanie jest elementem, nad którym mocno popracować muszą popularne Norki. Emil Hegel Svendsen podczas jednej z konferencji mówił, że brakuje mu pewności na strzelnicy – a więc rzeczy zdecydowanie najważniejszej. Strzelanie to niezwykle delikatny element biatlonowego rzemiosła. Na treningu można oddać 100 strzałów spośród, których 98 będzie celnych, a w zawodach na 10 strzałów tylko 7 dosięga celu. Z czego to wynika? Są zawodnicy, którzy nigdy tego nie potrafili strzelać (Berger, Bauer), ale chyba wszyscy zgodzą się, że częste seryjne błędy Neuner i Bucholz mają podłoże psychologiczne. Samospełniające się proroctwo – zawodniczki tak często myślą o zaprzepaszczonych szansach na ostatniej sztafetowej zmianie, że popełniają te same błędy.

Dyspozycję strzelecką można poprawić na przestrzeni dwóch tygodni i zapewne na tym skupiał się w ostatnim czasie EHS. Natomiast co z biegiem? W tym elemencie trudniej zrobić znaczące postępy w tak krótkim czasie. Przyjrzyjmy się formie biegowej i jej zmianom u wybranych zawodników.

EMIL HEGLE SVENDSEN

Miejsce w tabeli uwzględniającej tylko czas biegu:

4, 1, 8, 2, 4, 17, 1 [przerwa świąteczna] 1, 1, 4, 5, 16, 6, 1

Można zauważyć, że forma biegowa w przerwie świątecznej nie uległa drastycznej zmianie. Słabsze czasu biegu nie wynikały z obniżki formy. EHS jest zawodnikiem, który miewa problemy z motywacją, kiedy szybko traci szanse na walkę o zwycięstwo. W sprincie w Hochfilzen II popełnił cztery błędy na strzelnicy i odechciało mu się biec. Na ostatniej rundzie do Boe stracił aż 16 sekund, zawody ukończył na odległym 54. miejscu. Dzień później, w biegu pościgowym biegł najszybciej i awansował o 30 pozycji. Podobnie było w biegu pościgowym  w Nowym Mescie. Svendsen na trasę ruszył z pierwszym numerem, ale podczas pierwszych trzech strzelań popełnił aż 5 błędów – efekt 16 czas biegu i 9. miejsce na mecie. Svendsen to nie tylko jeden z najlepszych biegaczy w stawce ale także strzelców. W tym sezonie ma 85% skuteczność ale zbyt często zdarzają mu się seryjne błędy.

TARJEI BOE

7, 3, 13, 24, 13, 3, 27 [przerwa świąteczna] -, -, 3, 16, 7, 17, 14

Norweg nie jest w najwyższej formie, co zresztą podkreśla na każdym korku. Na domiar złego chorował w przerwie świątecznej. Jego forma biegowa wydaje się stabilna ale niestety tylko na poziomie drugiej dziesiątki. Po świętach do średniego biegu doszło fatalne strzelanie i kiepskie wyniki: 13, 20, 21, 22, 40. Przed nim dużo pracy jeśli chce walczyć w Ruhpolding o medale.

OLE EINAR BJOERNDALEN

3, 9, 18, 45, 16, 45, 32 [przerwa świąteczna] -, -, 22, 27, 17, 37, 19

Truizmem jest stwierdzenie, że Ole Einar Bjoendalen to niezwykle doświadczony zawodnik. Jednak nawet on nigdy nie przygotowywał do sezonu 39-latka. Mike Dixon, komentator brytyjskiego Eurosportu, były biatlonista, który startował na ZIO mając 40 lat, uważa, że OEB przesadził latem z treningiem. W jego wieku organizm starzeje się zdecydowanie szybciej i należy przygotować inny plan treningowy niż ten, który sprawdził się dwa lata temu. 39-latek nie może trenować równie mocno jak 37-latek, a już na pewno nie jak 25-latek. Drugie miejsce w biegu pościgowym w Hochfilzen II nieco zamydliło oczy kibicom. Sporo osób uznało, że OEB wrócił już do dawnej formy. Nic bardziej mylnego – w tamtym biegu Bjoerndalen był bezbłędny na strzelnicy, biegowo był 32. To trochę tłumaczy decyzję zawodnika by odpuścić starty w Oberhofie. Bjoerndalen z każdym tygodniem wydaje się mocniejszy. Zawody w Oslo mogą być dla niego trampoliną, tak jak konkursy w Zakopanem często pozwalały Małyszowi wrócić do czołówki przed ważnymi startami.

FRANCJA
Martin Furcade: 1, 2, 12, 10, 1, 1, 16 [przerwa świąteczna] -, 22, 1, 3, 10, 1, 4
Simon Furcade: 10, 52, 24, 6, 33, 25, 25 [przerwa świąteczna] 3, 15, 5, 1, 18, 33, 17

Martin mimo przeziębienia w czasie świąt, utrzymuję formę biegową na niezwykle wysokim poziomie.
Simon po świętach zdecydowanie poprawił czas biegu. Raz był nawet najszybszy – niewielu jest zawodników, którzy w trakcie sezonu poczynili tak wielkie postępy. Mimo to miewa spore wahania, które musi wyeliminować.

NIEMCY
Andreas Birnbacher: 9, 20, 10, 4, 7, 11, 9 [przerwa świąteczna] 19, 11, 8, 7, 8, 1, 15
Arnd Peiffer: 56, 32, 7, 26, 6, 47, 8 [przerwa świąteczna] 2, 3, 2, 6, 1, 12, 22

Birnbacher utrzymuje formę biegową na dobrym, wysokim poziomie. Peiffer po świętach wystrzelił – w Oberhofie i Nowym Mescie biegał najszybciej w stawce. 22 czas biegu w ostatnich zawodach przed przerwą miał związek ze słabym strzelaniem Niemca. W biegu masowym szybko zaliczył 4 rundy karne i biegł na pół gwizdka.

 ROSJA
Andriej Makowjejew: 13, 39, 20, 5, 10, 9, 2 [przerwa świąteczna] 6, 5, 10, 9, 19, 9, 11
Jewgienij Ustjugow: 12, 23, 2, 1, 5, 14, 4 [przerwa świąteczna] 7, 9, -, 4, 11, 10, 5
Anton Szipulin: 25, 25, 24, 17, 21, 89, – [przerwa świąteczna] 53, 17, 17, 14, 27, 4, 13

Im dłużej trwa sezon tym Rosjanie szybciej biegają. Zdecydowanie największe możliwość ma Ustjugow – jeśli tylko poprawi strzelanie, końcówka sezonu może należeć do niego. Szpulin to specyficzny zawodnik – biega przyzwoicie i regularnie coraz szybciej, do tego rewelacyjnie strzela w stójce (96%!). Jeśli ta tendencja się utrzyma, w Ruhpolding może zdobyć kilka medali w konkurencjach, w których rywalizuje się ramię w ramię. Rosjanie są faworytami do złota w sztafecie na MŚ, chociaż przed sezonem wydawało się, że nikt nie dorówna Norwegom.

SZWECJA
Fredrik Lindstrom: 22, 15, 17, 73, 42, 57, 43 [przerwa świąteczna] 33, 13, 16, 20, 6, 3, 9
Carl Johan Bergman: 15, 4, 14, 3, 26, 56, – [przerwa świąteczna] 11, 8, 19, 8, 12, 54, 23

Bergman ma wyśmienity sezon i jak widać utrzymuje dyspozycję biegową. Nigdy nie zdobył indywidualnie medalu MŚ. W Ruhpolding ponownie będzie mu niezwykle ciężko, bo młodzi zawodnicy rozpędzają się wraz z trwaniem sezonu. Lindstrom jest tego najlepszym przykładem – przed przerwą świąteczną, biegowo regularnie w piątej dziesiątce, po przerwie w pierwszej dziesiątce. Jedna z rewelacji sezonu. Jeśli kończącą się przerwę wykorzysta tak jak poprzednią, może na stałe wskoczyć do czołówki PŚ.

POLSKA
Tomasz Sikora: 68, 56, -, 34, 38, 63, 42, 81, – [przerwa świąteczna] 71, 75, -, 74, -
Łukasz Szczurek: 87, -, -, 89, -, 76, 57, 84, -[przerwa świąteczna] 84, 84, -, 97, -
Krzysztof Pływaczyk: 79, 87, -, 92, -, 67, 47, 82, – [przerwa świąteczna] -, 92, 53, 98, -

Pierwsza część sezonu była dla Tomasza Sikory nieudana. Biegał słabo, niestety po przerwie świątecznej zaczął biegać bardzo słabo. W tej sytuacji biatlonista podjął jedyną słuszną decyzję o rezygnacji ze startów i skupieniu się na treningu. W dwa tygodnie nie sposób zrobić skok formy tak duży, żeby usatysfakcjonował kibiców i samego zawodnika. Mam nadzieję, że w sześć tygodni jest to możliwe i na MŚ Tomasz Sikora wróci w dobrej dyspozycji.
Trudno cokolwiek napisać o pozostałych naszych zawodnikach. Jeśli notują czasy biegu w okolicach piątej i szóstej dziesiątki to tylko w biegach pościgowych, czyli w absolutnej końcówce stawki. Trudno być optymistą, im dalej w las tym więcej drzew, forma biegowa naszych reprezentantów nie wygląda albo wygląda jak forma na zawody szkolne – trochę do dupy, trochę bardzo do dupy.

[FUTBOL (AUSTRALIJSKI] BIATLON)

SYMBOLICZNA WTYCZKA

Australijczycy, podobnie jak Brytyjczycy, na wielu polach chcą się odróżniać. Brytyjczycy od Europejczyków – Australijczycy od Brytyjczyków. Wszyscy, którzy byli na Wyspach znają to frustrujące uczucie, kiedy po rozładowaniu telefonu okazuje się, że wtyczki w Zjednoczonym Królestwie różnią się od tych na kontynencie. Być może Andy Murray także poznał to uczucie, kiedy po raz pierwszy pojawił się na Australian Open bez takiego adaptera

Wtyczki australijskie są jednym z symboli kraju kangurów. Nie jest to jednak najdziwniejszy symbol narodowy – Szkoci mają swoją słodką oranżadę Irn Bru, która poza ich krajem smakuje tylko Dodzie. Kiedy obcokrajowcy odmawiają picia Irn Bru, Szkoci przekonują, że musi być dla nich zbyt mocna, przy okazji przedrzeźniając Słowian. Dżentelmeni w kiltach mają spore poczucie humoru, oraz dystans do swojego sportu i napoju narodowego:

[Szkocja nie zakwalifikowali się do mundialu w 2006 roku ale wystąpiła na nim, prowadzona przez Leo Benhakera, reprezentacja Trynidadu i Tobago. W jej składzie zagrał Jason Scotland.]

SPORTY NARODOWE

Kolejnym symbolem kraju kangurów jest australijska odmiana futbolu, a więc obok krykieta i rugby najważniejszy sport na antypodach. Zresztą ta osobliwa dyscyplina czerpie z obu sportów – mecze odbywają się na boisku krykietowym, gra się piłką przypominającą tą do rugby. Popularny jest żart, że w futbolu australijskim jedyną zasadą jest to, że nie ma zasad, więc można pozwolić sobie na takie zagranie:

Futbol australijski, nie tylko sposobem rozgrywki, bardzo przypomina futbol irlandzki. Obie dyscypliny dla mieszkańców tych krajów są czymś więcej niż sportem. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu były tym, co odróżniało ich od znienawidzonych, angielskich kolonizatorów.

Szczególnie w Irlandii sport ma wyjątkowy charakter. Dla mieszkańców Zielonej Wyspy, uprawianie jednego z irlandzkich sportów (oprócz gaelickiego futbolu także hurling) jest tym, czym dla Polaków jest śpiewanie Roty lub Bogurodzicy. 21 listopada 1920 roku brytyjskie oddziały pomocnicze Black and Tans, w odwecie za dokonaną przez IRA egzekucją 14 agentów tajnej służby brytyjskiej, wtargnęły na murawę Croke Park w Dublinie. Stadion wypełniony był po brzegi kibicami. Trwał mecz futbolu gaelickiego: Dublin vs Tipperar. Black and Tans otworzyli ogień w stronę publiczności. Zginęło 12 osób, w tym jeden z zawodników, 63 osoby zostały ranne. Scena przedstawiająca te wydarzenia znalazła się w, nakręconej przez Neila Jordana, filmowej biografii Michaela Collinsa, założyciela IRA i twórcy zasad walki partyzanckiej:

Raz na jakiś czas gaelicka reprezentacja Irlandii i drużyna narodowa futbolu australijskiego spotykają się na boisku po to by rywalizować wedle reguł będących mieszanką zasad zaczerpniętych z obu dyscyplin. Efektem “regulaminowego konsensusu” jest karykatura sportu uchodząca za najbardziej brutalne sportowe wydarzenie. Skrót najciekawszych wydarzeń ze spotkania, które odbyło się w 2005 roku:

  Europejczycy patrząc na obrazki z meczów futbolu australijskiego, z niedowierzaniem kręcą głowami. Zapewne tak samo reagują Australijczycy, jeśli przypadkiem, w czasie trwania ZIO, natkną się na biatlon, który na świecie ma opinie sportu “europejskiego”. Nasza ukochana dyscyplina nie cieszy się na antypodach popularnością – ma to także swoje plusy. Jeśli australijska mieszanka rugby, krykieta, piłki nożnej i futbolu gaelickiego ma tak brutalną formę to przypuszczam, że australijska wersja biegów narciarskich i strzelectwa wyglądałaby tak:

ZIMOWA TERRA INCOGNITA

 Na południowej półkuli jest niewiele miejsc gdzie można uprawiać sporty zimowe. Biedne południe nie narzeka na nadmiar śniegu. Na nartach, w tamtej części świata biega się tylko w chilijskich Andach, argentyńskiej Patagonii, kilku kurortach nowozelandzkich Alp Południowych i właśnie w Australii.

Istnienie zimy na południowej półkuli dostrzegła już Justyna Kowalczyk, która przygotowywała się do sezonu w Nowej Zelandii, oraz organizatorzy Pucharu Świata w narciarskich biegach długodystansowych. Tradycyjnie ten cykl otwierają zawody Kangaroo Hoppet w australijskim stanie Wiktoria. Także snowboardziści od kilku lat na południowej półkuli zaczynają zmagania w PŚ – zawody odbywały się już w argentyńskim Chapelco, chilijskim Valle Nevado oraz nowozelandzkiej Cardronie. Czy jest szansa, że biatlonowy PŚ zawita na drugą półkulę? Jeśli tak, to raczej nikła. Australijska mieścina, o wdzięcznej nazwie, Whisky Flat to jedno z nielicznych miejsc w południowej części świata, gdzie znajduje się strzelnica biatlonowa.

Jej wielkim plusem jest położenie w najludniejszej części kontynentu, niemal dokładnie w połowie drogi z Melbourne do Sydney (A). Wielkim minusem jest to, że znajduje się tam tylko siedemnaście stanowisk strzeleckich.

LEGENDARNY BOB CRANAGE

Biatlon w Australii (zachowując proporcję) ma dość bogatą tradycję. Pierwsze zawody odbyły się w 1977 roku, w kurorcie narciarskim Mt Sterling. Były to mistrzostwa stanu Wiktoria, w których zwyciężył Bob Cranage. Nie znalazłem informacji ile krążków zestrzelił w tamtych zawodach, ale zapewne niewiele skoro strzelał trzydziestoletnim karabinem bardzo podobnym do tego.

Od 1980 roku wszystkie biatlonowe zawody w Australii odbywają się we wspomnianym Whisky Flat. W 1981 roku zorganizowane zostały pierwsze krajowe mistrzostwa, które wygrał – a jakże – Bob Cranage.

 Australijczycy po raz pierwszy pojawili się na międzynarodowych zawodach w 1978 roku w Anterselwie. Tydzień później wystartowali w Mistrzostwach Świata w Hochfilzen. Najlepszy spośród kangurów był – ponownie – Bob Cranage. W biegu na 20 kilometrów zajął 74. miejsce. Do zwycięzcy Norwega Odda Lirhusa, stracił prawie 30 minut. Mimo to wyprzedził aż 14 zawodników w tym Greka Evlabiosa Mantosa, który do Cranage stracił 1.5 a do zwycięzcy aż 2… godziny.

Wśród zawodników, którzy reprezentowali Australię w Pucharze Świata, należy wymienić takie nazwiska jak: Lori Jortikka, Paul L’Hullier, Barry Field, Mike Lillycrap, Paul Gray, Lynn Maree Cranage, Justin McFarlane, Matt Alexander, Andrew Paul, Sandra Patin-Paul, Kerryn Rim, Craig Cross, Lindsay Bridgeford, Cam Morton, Mark Raymond.

Pierwszym australijskim, biatlonowym olimpijczykiem był Andrew Paul, który startował w Sarajewie w 1984 oraz cztery lata później w kanadyjskim Calgary. W Albertville 92′ oraz w Lillehamer 94′  kraj z antypodów reprezentowali Sandra Paul i Kerryn Rim. Ta druga podczas igrzysk w Norwegii dokonała rzeczy niemal niemożliwej – w biegu indywidualnym zajęła ósme miejsce. Gdyby popełnił o jeden błąd na strzelnicy mniej, zdobyłaby brązowy medal. Niestety nie powtórzyła tego wyniku cztery lata później, na swoich ostatnich ZIO w Japonii. Kolejnym australijskim olimpijczykiem był Cam Morton, który w Turynie w sprincie był 80-ty a w biegu długim uplasował się o dwie pozycje niżej.

Австралийскойa надежда

W Vancouver Australię reprezentował urodzony w Rosji Alexei Almoukov. Przyszedł on na świat w 1990 roku, w niewielkiej wsi Solobojewo, niedaleko granicy z Kazachstanem. W Rosji nie zdążył pójść do pierwszej klasy szkoły podstawowej. W 1996 roku jego ojciec Nick zdecydował, że cała rodzina opuści kraj. Zastanawiał się nad Kanadą, ostatecznie wybrał Australię. Trenerem Alexeia przez całą karierę był ojciec, który obecnie pełni rolę trenera australijskiej kadry A. W 2009 roku Uniwersytet z syberyjskiego miasta Tiumeń, zaproponował Alexeiowi studia na kierunku zarządzanie w sporcie. Młody Australijczyk z chęcią przystał na tę propozycję – z tego miasta pochodzi jego ojciec. Wzorem dla młodszego Almoukova jest Ole Einar Bjorndalen. Zapytany dlaczego tak ceni Norwega odpowiedział:

Mr. Perfect jest doskonały. Trenuje niezwykle ciężko. Trudno znaleźć rzecz, którą robi źle.

Jeśli Alexei, będzie trenował z równą determinacją jak jego idol, być może kiedyś spełni się jego marzenie – zarobi w biatlonie wystarczająco dużo pieniędzy, by wyjechać z przyjaciółmi na Hawaje po to, żeby tam… leniuchować.

Ulubionym ośrodkiem treningowym Almoukova jest słowackie Szczyrbskie Jezioro, niedaleko polskiej granicy – głównie z powodu słowackiej kuchni. To dobra wróżba przed rozpoczynającymi się jutro w Osrblie Mistrzostwami Europy. August będzie trzymał za Australijczyka kciuki. Być może ściągnie on klątwę z “Z wysokości nartorolek”. Do tej pory, każdy z bohaterów augustowych wpisów miał gigantycznego pecha w następnych startach i spisywał się grubo poniżej oczekiwań.

ZUZA WRACA W GÓRY

Pamiętacie jedną z pierwszych bohaterek augustowych wpisów, Susan Dunklee? To dzięki niej wielu z was usłyszało o „Z wysokości nartorolek”. Redaktor Jaroński, kiedy podczas relacji pokazywano Susan Dunklee, poinformował że istnieje  „taki ciekawy blog”, którego autor nawiązał kontakt z Amerykanką. Niedługo potem kilkudziesięciu z was wpisało w wyszukiwarkę Google: amsterdamski blog, a Susan otrzymała swojsko brzmiące przezwisko “Zuzka”. Nic więc dziwnego, że August darzy Susan równie wielką sympatią jak polskie zawodniczki i uśmiech Fanny Welle-Strand Horn.

W mailu przysłanym do „Z wysokości nartorolek”, Dunklee przyznała, że gdyby w tym sezonie zakwalifikowała się do biegu masowego, byłaby niezwykle podekscytowana. Susan w sprincie w Anterselwie zajęła najlepsze w karierze 17. miejsce, które zapewniło jej udział w  ”masówce”. W rozmowie z amerykańskim serwisem FasterSkier.com przyznała, że nie bez wpływu na jej formę jest miejsce, w którym zawodnicy rywalizują w tym tygodniu:

Świetnie wrócić w góry. Nie zdawałam sobie sprawy że, aż tak bardzo się za nimi stęsknię na przestrzeni ostatnich tygodni. Wtorek był taki słoneczny i piękny – to był najlepszy dzień w tegorocznym Pucharze Świata.

Anterselwa to pierwszy, od grudniowych zawodów w Hochfilzen, pucharowy przystanek w wysokich górach. W międzyczasie zawodnicy rywalizowali w Oberhofie i Nowym Meście oczywiście na Morawach.

Miejsce w drugiej dziesiątce jest najlepszy wynikiem Susan w karierze oraz najlepszym tegorocznym wynikiem amerykańskich biatlonistek. Dunklee juro w samo południe zostanie piątą amerykańską zawodniczką, która wystartuje w biegu masowym zaliczanym do klasyfikacji PŚ. W tej najważniejszej, najbardziej nobilitującej i najbardziej efektownej z biatlonowych konkurencji startowały już jej rodaczki: Rachel Steer, Laura Spector, Sara Studebaker i Haley Johnson. Niemniej jednak poza 12. pozycją Steer w Chanty Mansijsku w 2005 roku, Amerykanki nie mają się czym pochwalić. Regularnie zajmowały miejsca w końcówce stawki.

Jakie szanse ma jutro „Zuzka”? Z całą sympatią… niewielkie. Dunklee to niezła biegaczka – jeśli tylko strzela bezbłędnie ma szanse liczyć na dobry wynik. W środowym sprincie zestrzeliła 9 z 10 krążków, co jest wyjątkowym odstąpieniem od reguły. W tym sezonie Susan strzela ze skutecznością 64% w pozycji leżącej i 68% w pozycji stojącej. Pod tym względem należy do najgorszych w stawce. Na domiar złego często nie radzi sobie kiedy na strzelnicy jest gwarno jak w ulu, a to w biegu masowym w Anterselwie jest pewne. Pod tym względem Dunklee jest całkowitym przeciwieństwem Krystyny Pałki, która uwielbia walkę bark w bark i to jej August wróży sukces w dzisiejszym biegu.

Sandro Brieslinger – wystrzałowy facet

Styczeń/luty w życiu studenta to okres kiedy musi porzucić absolutnie wszystko i skupić się na zaliczaniu. Studiów oczywiście a nie … nieważne. Jeden z moich byłych wykładowców zwykł mawiać:

Znajomi pytają czy podrywam studentki? Odpowiadam kategorycznie: NIE! Przed zaliczeniem nie mogę a po zaliczeniu one nie chcą.

Nie muszę chyba wspominać czemu miał służyć wstęp. Chciałem się wytłumaczyć z tego co zaraz nastąpi. Moja kreatywność w ostatnich tygodniach uszła wraz z kilkoma pracami i projektami, niezbędnymi do uzyskania zaliczenia. W związku z czym dzisiejszy wpis będzie długim cytatem z krótkiego materiału, przygotowanego przez Jerry’ego Kokesha dla Biathlonworld TV. YouTube to piękne narzędzie. Można z niego czerpać pełnymi garściami nie martwiąc się o prawne konsekwencje. Miłego oglądania.

PS. Z dedykacją dla Pani mamy Dominika (chyba dobrze zapamiętałem), która pytała J&W o biatlonowy karabin.

Lektor: W świecie biatlonu Sandro Brieslinger jest wyjątkową postacią. Pełni rolę rusznikarza niemieckiej drużyny. Czasem poświęca aż 250 godzin pracy nad jednym karabinem. Wszystko po to aby karabin był idealnie dopasowany do charakterystyki zawodnika. Biathlonworld TV odwiedził go w jego warsztacie, po to by dowiedzieć się więcej o rusznikarskim rzemiośle.

Sandro Brieslinger: Początkiem jest rozmowa biatlonisty i trenera ze mną. Wszystko po to aby zdecydować co dokładnie mamy zamiar stworzyć. Co jest słabością zawodnika? Strzelanie w stójce czy na leżąco. Od tego zależy jak rozmieszczę ciężar broni. Więcej z przodu czy z tyłu? Jeśli z tyłu to tam umieszczę magazynki. Kiedy już uzgodnimy szczegóły, w pracowni pojawia się biatlonista i przystępujemy do pracy nad karabinem.

Brieslinger unosząc drewniany klocek: Karabin wygląda tak. Trudno to sobie wyobrazić ale w tym kawałku drewna „ukryty” jest karabin.

Po wielu godzinach pracy otrzymujemy coś takiego! Wtedy pojawia się zawodnik i kawałek po kawałku dopasowujemy karabin idealnie do jego dłoni.

Czas nie ma tu najmniejszego znaczenia. Nieważne czy spędzę nad tym 5 czy 20 godzin. Wszystko musi być perfekcyjnie dopracowane.

Arnd Peiffer: Udało nam się zaprojektować idealny karabin dopasowany dla każdego indywidualnie. To niezwykłe wyzwanie. Każdy jest inny. Jego budowa ciała, pozycja strzelecka. Nieprawdopodobnie duża czasu zabiera zrobienie karabinu.

 Lektor: Praca Brieslingera nie kończy się na rzeźbieniu drewna. Odpowiada on za to, żeby każdy element broni, włączając w to przesłonę oka, był idealny.

Mam dwie szlifierki. Pomogą mi zająć się tą przesłoną. Jest zbyt lśniąca a biatloniści nie chcą żeby odbijała światło.

Lektor: Kiedy karabin jest gotowy można przejść do ostatniego etapu – testu celności. Biatlonista oddaje od 12 do 15 tysięcy strzałów w roku. Dopasowanie odpowiedniej amunicji do każdej broni jest kluczowe, a to wymaga wielu testów.

Sandro Brieslinger: Zły wynik oznacza, że amunicja została źle dobrana. Testy trwają tak długo jak długo nie dopasujemy odpowiedniej amunicji.

Lektor: Kiedy kule są odpowiednio dobrane, cel jest gotowy do zestrzelenia a my do wyobrażenia sobie jak trudno było zestrzelić krążki tym mężczyznom. Sytuacji nie poprawiał fakt, że był to debiut biegu patrolowego na Igrzyskach.

Padło na konferencjach w Nowym Mieście na Morawach

Franz Berger, delegat techniczny IBU, o zamieszaniu z Arndem Peifferem podczas biegu pościgowego.

Na pierwszym strzelaniu Arnd oddał celny strzał ale nie zadziałał mechanizm zapadki zasłaniającej krążek. Na 10 000 strzałów taki błąd zdarza się tylko raz. Niemcy złożyli protest. Po zawodach sędziowie sprawdzili. Okazało się, że wszystkie strzały oddane tego dnia do tego celu były trafne. Podjęliśmy chyba jedyną słuszną decyzję. Peiffer po odjęciu czasu, który spędził na rudzie karnej miał lepszy wynik od Martina Furcade. Francuz był za Szipulinem, nie walczył na ostatnich metrach o urwanie jak najwięcej sekund bo to wtedy nie miało żadnego sensu – nie miał szans wyprzedzić Antona. Uznaliśmy, że nie możemy przesunąć Martina na trzecie miejsce wiec sklasyfikowaliśmy obu ex aequo na 2 miejscu.

Martin Furcade

To bardzo dobra decyzja. Raz jeszcze jestem dumny z naszej federacji.

Ostateczne wyniki biegu pościgowego mężczyzn:

1. Anton Szipulin
2. Arnd Peiffer   +11,1 s.
2. Martin Furcade +11,1 s.

4. Simon Furcade  + 29,5 s.

Opinie zawodników o organizacji Pucharu Świata w Nowym Mieście na Morawach

Kaisa Makarainen:

Trasa jest bardzo trudna. Po wybiegnięciu ze strzelnicy trzeba biec około 1.5 kilometra i dopiero po pokonaniu tego odcinka jest pierwszy zjazd, kiedy można nieco odetchnąć.

Magdalena Neuner:

Trasy są trudne, wymagające. Stadion jest duży, bardzo pojemny ale mam nadzieję, że w przyszłym roku na MŚ kibiców będzie nieco więcej. (Zapomniała o emeryturze czy empatycznie życzy jak najlepiej swoim kolegom i koleżankom?)

Jewgienij Makowiejejew:

Wszystko było przygotowane bardzo dobrze. Trzeba przyznać, że w jak na te warunki atmosferyczne trasy są bardzo dobrze przygotowane.

Emil Hegle Svendsen:

Strzelnica jest bardzo trudna. Trasa ma taki profil, że na strzelnice wbiega się na wysokim pulsie. Poza tym wydaje się, że jest słabo osłonięta i dość mocno na niej wieje.

Organizatorzy zdecydowali się na solenie trasy. Bez tego bieglibyśmy o pięć minut wolniej (w biegu długim – przypis autora). Dobrze, że to zrobili. Mam nadzieję, że jeśli w Ruhpolding będą podobne warunki, gospodarze zdecydują się na podobny zabieg.

Solenie wg Wikipedii:

W celu utwardzenia trasy narciarskiej stosuje się szereg środków chemicznych. Najczęściej używa się chlorku sodu, chlorku wapnia, mocznika, azotanu amonu oraz azotanu potasu. Proces ten nazywa się “soleniem”. Przeprowadza się go najczęściej, gdy śnieg jest mokry i grząski. Sól rozpada się na jony, które obniżają temperaturę zamarzania śniegu, który utwardza powierzchnię. Daje to gęstą warstwę śniegu z utwardzona powierzchnią.

Solenie trasy narciarskiej jest najskuteczniejsze, gdy pogoda jest słoneczna i ciepła. Solenie może również być efektywne, gdy pada deszcz, który zwiększa wilgotność śniegu.

Przypuszczam, że serwisanci naszej reprezentacji nie radzili sobie  z takimi warunkami i stąd słabsze wyniki biegu Polaków.

 Śmiesznie, ciekawie, niefortunnie, szczęśliwie i błyskotliwie po szwedzku

Śmiesznie
Kaisa Makarainen, zapytana o szczególne zwycięstwo w biegu indywidualnym, które odniosła w dniu swoich urodzin:

Kiedy jesteś w moim wieku nie chcesz zbyt dużo myśleć o swoich urodzinach.

Ciekawie
Jewgienij Makowjejew:

Codziennie trenujemy strzelanie. Jeśli nie możemy zrobić tego na strzelnicy strzelamy w hotelu. Bez amunicji.

Tak jak tora Berger w swoim domu

Niefortunnie
Emil Hegle Svendsen o głębokiej przyjaźni z Tarjei Boe:

Ciesze się że mój współlokator wrócił, dobrze się bawimy w pokoju, wszystko jest super. To poprawia humor.  Kiedy wszyscy są razem atmosfera jest dużo lepsza.

Pytanie z sali: Jak spędzacie czas w pokoju?

Jak spędzamy czas w pokoju? Nie powiem ci ponieważ to norweska tajemnica. hehehe. Słuchamy głośnej muzyki i mamy impreze całą noc.

Czyli przenoszą w hotelowe zacisze zgiełk rosyjskiej dyskoteki.

Szczęśliwie
Olga Zaicewa o celnym strzelaniu w wygranym biegu sprinterskim:

Wiatr zmienił lot pocisku i dzięki temu trafiłam. Miałam sporo szczęścia.

Na jego nadmiar nie narzeka ten dżentelmen, który przez wiatr oddał dwa strzały do tej samej tarczy

Błyskotliwie po szwedzku
Bjoern Ferry:

Grudzień w Szwecji jest ponury, szary. Styczeń jest bliżej lata. To dlatego forma idzie w górę.

Szwedzcy biatloniści coraz mocniej pracują na miano biatlonowych mistyków. Czasem mam wrażenie, że mają jakiś kontakt z absolutem a Paulo Coelho jest asystentem Stefana Eklunda.

List otwarty do redaktora Piotra Zawadzkiego

Panie redaktorze Piotrze Zawadzki,

kilka dni temu napisał Pan list otwarty do Tomasza Sikory. Jak zapewne zdołał Pan zauważyć, tekst ten wywołał burzę wśród biatlonowych kibiców. Ja także nie potrafię się zgodzić z ogólnym przesłaniem listu. Życzyłbym sobie aby na łamach Gazety Wyborczej dano Tomaszowi Sikorze szanse na replikę. Wracając do kibiców. Internet jest pełen emocjonalnych komentarzy, także moich, pod Pańskim tekstem. Jesteśmy już kilka dni po publikacji. Emocje opadły, w związku z czym chciałbym życzliwie napisać Panu jakie jest moje zdanie w poruszonej sprawie.

Nigdy nie rozmawiałem z Tomaszem Sikorą. Nigdy też nie byłem na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich. W czasie kiedy impreza ta gościła w Nagano miałem 12 lat. Przyznam, że jest niewiele momentów, które z tamtych Igrzysk pamiętam – zwycięstwo Janiego Soininena oraz Japońskich skoczków, a także niespodziewany triumf Bułgarskiej biatlonistki Jekateriny Dafowskiej. Pamięta Pan? Biatlon to nie tylko starty Polaków! To niezwykła, porywająca dyscyplina sportu, która łączy w sobie ogień i wodę, siłę fizyczną i siłę umysłu. Kibice biatlonowi kochają moment, kiedy zawodnicy zbliżają się do strzelnicy, kiedy próbują się wyciszyć, obniżyć puls. 15 uderzeń mniej, 25, 35, serce już nie bije tak szybko ale wciąż mocno. Ustawiają się na macie. Stadion milczy. To jest głośna cisza, niemal słychać myśli biatlonistów. Wysyłają sygnały w kierunku mięśni. Palce u stóp, łydki, uda, pośladki – stabilne jak z marmuru. Oddech przeponą, barki pozostają nieruchome. Niezauważalny ruch palcem na języku spustowym – nie można zrobić tego zbyt dynamicznie. Milimetrowy błąd na stanowisku strzeleckim, 50 metrów dalej będzie błędem kilkucentymetrowym. 1, 2, 3, 4 – kątem oka zawodnik dostrzega, że rywal zestrzelił już wszystkie krążki. Słyszy ryk stadionu. 28 tysięcy kibiców w Oberhofie w ekstazie. Stadion jest coraz głośniejszy! Wiatr się wzmaga! Jaką ma prędkość? 8 czy 28 km/h? Zawodnicy muszą to wykalkulować. Ostatni ruch przepony. Koncentracja. Poprawka na prędkości wiatru. Trzeba strzelić 3 milimetry bardziej w lewo. Niezauważalna przez kamery korekta sylwetki. Ręce i nogi zaczynają odczuwać trudy kilkukilometrowego biegu. Karabin nie waży już 4 kilogramy. Ma się wrażenie, że waży 40! Jeszcze ułamek sekundy koncentracji! Strzał! Celny! 5 na 5. Karabin na plecy. Rzut oka na rywali. Rząd ludzkich posągów. Presja jest coraz większa. Stadion coraz głośniejszy. Wiatr coraz silniejszy. Strzelanie coraz trudniejsze a jeszcze kilkudziesięciu zawodników musi walczyć z samym sobą. Uprawiać biatlon to jakby jednocześnie grać lewą ręką w szachy z Bobbym Fischerem i boksować prawą z Rockym Marciano. Siła umysłu i siła mięśni.

Ani w tym roku, ani w ubiegłym, ani w nadchodzącym do oglądania biatlonu nie przestanie mnie ciągnąć.

Tomasz Sikora miał gorsze i lepsze dni. Jego kariera to ciągła walka z przeciwnościami. Chciałby Pan, żeby Tomasz Sikora zakończył karierę jak Miguel Indurain i Pete Smapras, jego ulubieni sportowcy. Ale Tomasz Sikora nigdy nie był tak wielkim sportowcem jak oni. Tomasz Sikora nie ma większego talentu niż kilkudziesięciu medalistów MŚ i IO, którzy wciąż biegają po biatlonowych trasach. Przypuszczam, że na przestrzeni całej kariery zmagał się z setką medalistów. Kibice, na co dzień nie śledzący biatlonowych zmagań, nie mają pojęcia, że MŚ w 6 biatlonowych konkurencjach odbywają się co roku! Dlatego tak wielu zawodników i zawodniczek ma na koncie medal tej imprezy. Tomasz Sikora jest tylko jednym z wielu i niemal każdy jego medal, przez obserwatorów, przyjmowany był jak mniejsza lub większa niespodzianka.

Jaki cel chciał Pan osiągnąć publikując ten tekst? Nikogo nie zadowalają wyniki osiągane przez Tomasza Sikorę a już na pewno nie głównego zainteresowanego. Przypuszczam, że aktualny stan rzeczy spędza panu Sikorze sen z powiek. Czy sądzi Pan, że pisanie listu otwartego było niezbędne, by uświadomić Tomasza Sikorę, że jeśli jego forma nie ulegnie poprawie powinien zakończyć karierę? Każdy wie, że kontynuację startów biatlonista uzależniał od wyników osiąganych w tym sezonie. Czy może sądzi Pan, że Tomasz Sikora powinien niezwłocznie wycofać się ze startów nie dokańczając sezonu? Bardzo chciałbym znać odpowiedzi na te pytania, gdyż nie znajduję ich w pańskim liście.

Winę za słabe wyniki Tomasza Sikory zrzuca pan na karb wieku. Mając 39 lat trudno walczyć z Martinem Furcadem, Emilem Hegle Svendsenem i Tarjejem Boe. To wręcz niemożliwe! Tomasz Sikora zapewne już nigdy nie zdobędzie indywidualnego medalu na wielkiej imprezie. Niemniej jednak uważam, że Tomasz Sikora w optymalnej formie jest dla polskiego biatlonu niezbędny! Nie mam tu na myśli kwestii finansowych, o które się pan bardzo delikatnie i równie tajemniczo się ociera. W ubiegłym sezonie, naszego najlepszego biatlonistę nie omijały kontuzje i choroby – pisze Pan o tym w swoim liście – a mimo to Sikora osiągnął kilka bardzo wartościowych wyników, które pozwalały z nadzieją patrzeć w przyszłość. Wspomina Pan, że w tym sezonie na biatlon przełączył w euforii po występach Justyny Kowalczyk. Zatem pańskiej uwadze mógł ujść występ naszej sztafety mieszanej w Hochfilzen. Zawody te odbyły się jeszcze przed wielkim zwycięstwem Justyny Kowalczyk na szczycie Alpe Cermis. We wspomnianym biegu, po dwóch zmianach nasza drużyna zajmowała drugie miejsce. Nasze panie są w tym sezonie w wyśmienitej formie. Kiedy pałeczkę przejęli mężczyźni zsunęliśmy się na 9. lokatę. Drugie miejsce zajęli nasi południowi sąsiedzi – Czesi w składzie z zawodniczką, która jeszcze nie zajęła punktowanego miejsca w Pucharze Świata. A przypominam, że w biatlonie punkty zdobywa nie trzydziestu a czterdziestu najlepszych zawodników. To pokazuję, że w sporcie, w którym decydują detale, czasem wystarczy mieć odrobinę szczęścia, żeby zająć korzystne miejsce. Czy po ubiegłym sezonie, nie mieliśmy podstaw aby uważać, że Tomasz Sikora w sezonie 2011/2012 nie znajdzie się w czołowej dwudziestce pucharowych zmagań? Śmiem twierdzić, że mieliśmy i wciąż mamy! Tomasz Sikora jest potrzebny polskiej sztafecie mieszanej, bo w tej konkurencji – podobnie jak w biegu rozstawnym pań – mając trzech wyrównanych zawodników,  mamy spore szanse na bardzo dobry wynik. A indywidualnie? Czy Tomasz Sikora nie ma już nic do zdobycia? Jak wspomniałem, nigdy nie był on najlepszym zawodnikiem na świecie. Należał do światowej czołówki a swoje miejsce zawdzięczał nie talentowi, a ciężkiej, wytrwałej pracy. Za to cenili go kibice na całym świecie, czego dowodem była nagroda fanów, wręczona mu na gali Biathlon Award 2010. Czyż nie byłoby pięknie zakończyć karierę na swoich szóstych Igrzyskach i dołączyć do Jerzego Pawłowskiego i Adama Smelczyńskiego, którzy także sześć razy reprezentowali Polskę na tej imprezie? To byłoby najbardziej adekwatne zakończenie kariery dla zawodnika, który słynie z pracowitości, wytrwałości i uporu. Wszyscy dobrze wiemy – Tomasz Sikora również – że stanie się tak tylko pod warunkiem, że jego forma ulegnie poprawie. Czego sobie, wszystkim kibicom, Tomaszowi Sikorze i Panu z całego serca życzę.

To jest moja odpowiedz na pańskie pytanie: może wszystko co dobre w sporcie już za Tomaszem Sikorą?

PS. Domyślam się, że na stronach GW nie ma miejsca na odpowiedź na list nic nieznaczącego blogera, więc będę zaszczycony jeśli otrzymam możliwość publikacji Pańskiej repliki na łamach mego skromnego bloga.

Łącze życzliwe sportowe pozdrowienia

Grzegorz Białecki posługujący się nickiem August Edynburski.

Rodzinna impreza w Novym Mescie

Pamiętacie jak przed laty mistrzostwa Czech w skokach narciarskich pod skocznią śledziło tylko 16 osób? Złośliwi twierdzili, że na trybunach byli tylko członkowie rodziny Jakuba Jandy. W Novym Mescie tak niska frekwencja organizatorom nie grozi. Zadbali o to kibice z Niemiec, Rosji oraz czescy biatloniści i biatlonistki, których rodziny są liczniejsze niż familia Jandów.

Lektor:  Dzisiejszy dzień jest specjalnym momentem dla Tomasza Holubeca. Po raz pierwszy od wielu, wielu lat ma okazję obchodzić urodziny w ojczyźnie.

Tomasz Holubec: Mam urodziny. 36 urodziny.

Ondriej Rybar: Jestem trenerem męskiej reprezentacji Czech i chciałbym przedtawić wam drużynę.

- To jest najstarszy z nas, mający dzisiaj urodziny Tomasz Holubec.

- Jaro Soukup, trochę młodszy

- Ondriej Moravec.

- I przepraszam bo chciałbym przedstawić wam żonę Tomasza, która jak sądzę jest w ciąży.

Na drugim końcu stołu siedzą: lekarz, biotechnik (chyba) i dwóch biatlonistów, których pan Rybar nie przedstawił nazwiskiem a tytułem: Mistrz Świata z 2005 roku z Hochfilzen (Roman Dostal) i czwarty zawodnik Igrzysk w Nagano, który teraz pracuje w telewizji (Ivan Masarik). Kolejna grupka to rodzina pana Rybara z teściową na czele. – przypis Augusta.

Jaroslav Soukup: Fajnie być tutaj ale te nowe trasy są bardzo ciężkie

Michal Slesingr: Jestem pewny, że kibice nam pomogą.

Jaroslav Soukup: Przyjechała moja dziewczyna, mój tata, wielu kibiców.

Michal Slesingr: Przyjechali przyjaciele, rodzina. Moja dziewczyna przyjechała zobaczyć się ze mną po zawodach w Oberhofie.

Gabriela Soukalova: Moja rodzina była tu dzisiaj ze mną. To dla nich fajna sprawa.

Pani zza kamery: Jak spędzacie popołudnia po starcie.

Gabriela Soukalova: hmmmm… zazwyczaj idę do łóżka i….. ogladam filmy.

Jaroslav Soukup: Lubię filmy akcji. Filmy z Jackiem Chanem.

Ale chyba nie oglądają tych filmów razem… chociaż nie takie rzeczy się w biatlonie zdarzały - przypis Augusta

PS. Wciąż uważam, że nikt nie ma prawa podejmować decyzji na Tomasza Sikorę. Jeśli dalej startuje to znaczy, że wierzy, że wróci do formy, a jeśli on tak uważam to wszyscy jego kibice mają obowiązek trzymać za niego kciuki.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.