SZWEDZKO-NORWESKA WOJENKA

czyli o tym jak norweski spiker rozregulował celownik szwedzkiego biatlonisty

Wszyscy wiemy, że przedstawiciele obu narodów nie darzą się sympatią. Szczególnie podatnym gruntem dla konfliktu są areny sportów zimowych, czyli to co Skandynawowie kochają najbardziej. Trzeba przyznać obiektywnie,  że batalię wyraźnie wygrywają Norwegowie. W klasyfikacji medalowej zimowych Igrzysk, Norwegowie biją na głowę wszystkich (307 medali, 131 złotych, 98 srebrnych, 78 brązowych). Szwedzi w tabeli zajmują „odległe” 10. miejsce (93 medale, 25 złotych, 30 srebrnych, 38 brązowych).

Jedyną zimową dyscypliną, w której Norwegowie nie dorastają Szwedom do pięt jest hokej. Trudno w to uwierzyć, ale pierwszy raz pokonali oni Trzy Korony w… 2011 roku na MŚ na Słowacji.

Co jakiś czas media w obu krajach żyją kolejną odsłoną wojenki. A to kibice w Holmenkollen obrażają szwedzkie biegaczki, a to szwedzcy organizatorzy dadzą norweskim sportowcom ciasne i ciemne pokoje (zresztą nie tylko norweskim).  Głównymi bohaterami ostatniego epizodu konfliktu są szwedzki biatlonista Bjoerna Ferry i norweski spiker, zaproszony przez organizatorów do Oestersund, Kjell-Erik Kristiansen.

Szwed twierdzi, że przez spikera, na drugim strzelaniu sobotniego sprintu w Oestersund, spudłował i ostatecznie zamiast miejsca na podium uzyskał odległy 16. rezultat.  Niepisana, dżentelmeńska biathlonowa zasada głosi, że spiker w żaden sposób nie może przeszkadzać strzelającemu zawodnikowi. Tymczasem Ferry, na łamach szwedzkiej gazety Aftonbladet, przyznał:

Kjell-Erik komentował każdy mój strzał. Po każdym strzale moja uwaga uciekała i musiałem skupiać się na nowo. Nie mogłem złapać rytmu.

Zupełnie innego zdania jest Kristiansen. Norweski Verdens Gang dokładnie przytacza zaistniałą sytuację:

(Ferry przygotowuje się do strzałów)
spiker:  L’Abee-Lund zbliża się do stanowiska numer osiem.

(Ferry oddaje pierwszy strzał)
s:  Małyszko rozpoczyna strzelanie…

(Ferry strąca drugi krążek)
s: … na stanowisku drugim.

(Ferry chybia trzeci strzał)
s: Rosjanin Dimitrij Małyszko …

(Ferry trafia czwarty i piąty strzał)
s: Björn Ferry jedna runda karna, będzie niezły wynik. Proszę o doping dla Bjoerna Ferry’ego.

Było tak jak mówię – twierdzi Kristiansen – Ferry się przesłyszał. Mówiłem o sytuacji innych zawodników.

Kto ma rację? Tego nie wiem, ale wiem natomiast, że jeśli Ferry ma takie problemy z koncentracją to nie ma czego szukać już jutro w Hochfilzen. Jeśli jeden głos potrafi go wytrącić z równowagi, to co dopiero tysiące rozwrzeszczawszy gardeł biatlonowych kibiców, których w Hichfilzen nigdy nie brakuje.

Na zakończenie próbka możliwości  Kjella-Erika Kristiansena.

Reklamy

PRZESPANE NA KANAPIE

Ciężko cokolwiek napisać o dzisiejszym biegu. Trochę się zdrzemnąłem… Obiecuję, że jutrzejszy zawody będę oglądał z takim zaangażowaniem jak Emil Hegle.

PRZYSSANY DO KANAPY

No i zaczęło się! Bieganie, strzelanie, skakanie, zjeżdżanie.  Z dwóch powodów boję się najbliższych kilku miesięcy. W sobotę przyssało mnie do kanapy na grubo ponad dziesięć godzin. Augustowa krzywo na to patrzy. Jeśli tak dalej pójdzie gotowa zagrozić rozwodem! Rozwodem zagrożą też kibice, jeśli Biało-Czerwoni się nie poprawią.

Kiepściutki był ten weekend w wykonaniu Polaków. W skokach, biegach, kombinacji i narciarstwie alpejskim w 23 indywidualnych podejściach zdobyliśmy… 16 punktów.

Ranking Polaków:

6 pkt – Maciej Kot
5 pkt – Krzysztof Miętus
4 pkt – Justyna Kowalczyk
1 pkt – Kamil Stoch
0 pkt – Bartłomiej Kłusek, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, Maciej Kreczmer, Maciej Staręga, Sylwia Jaśkowiec, Paulina Maciuszek, Tomasz Pochwała, Maciej Bydliński i Agnieszka Daniel Gąsienica.

Ostatnia dwójka wybrała się aż za ocean, żeby powalczyć o punkty w narciarstwie alpejskim. Pani Daniel Gąsienica w Aspen nie pokonała ani razu trasy, a Pan Bydliński w Lake Louise pokonał tylko dwóch rywali. Cóż nasze narty alpejskie leżą i kwiczą. I będą tak leżeć i kwiczeć, dopóki jakiś nieco szalony tata nie wpadnie na pomysł, żeby sprzedać kilka sklepów lub „Kossaków”.

Szansa niewielka, bo koszty olbrzymie a nagroda mizerna. Aksel Lund Svindal za podwójne zwycięstwo w weekend zarobił jakieś 240 tysięcy złotych. Za taką sumę czołowi tenisiści nawet nie wsiadają do samolotu. Svindal pewnie nie zostanie multimilionerem, ale już w tym sezonie może zostać najlepszym norweskim alpejczykiem w historii. W niedzielę odnosząc 18-te pucharowe zwycięstwo dogonił Lasse Kjusa, i w zasięgu wzroku ma Kjetila Andre Aamodta, który w PŚ wygrywał 21. razy.

Mało o biatlonie, ale tak na dobrą sprawę sezon biatlonowy jeszcze się nie rozpoczął. Za nami dopiero przygrywka, ale za to nieźle prognozująca. Panie w 75% dobrze, a o jednym z Panów też można powiedzieć kilka ciepłych słów. W niedzielę lepiej od Łukasza Szczurka strzelali tylko LeGuellec, Landertinger, Toivanen, Boeuf, Schempp i Ustyugow. W środowym biegu długim liczymy na powtórkę.

ZNAJDŹ RÓŻNICĘ

Wszyscy sąsiedzi Augusta dosłownie usłyszeli o piątym miejscu Susan Dunklee! Kiedy Amerykanka strąciła 5 krążków na ostatnim strzelaniu biegu długiego darł się w niebogłosy. Susan Dunklee to zawodniczka, za którą August wyjątkowo trzyma kciuki. Trochę tak jak trzyma się kciuki za sportowca pochodzącego z tych samych okolic. Ma się wtedy wrażenie, że to taki „prywatny mistrz”. Równie mocno August kibicował Adamowi Małyszowi, i wciąż kibicuje Tomaszowi Sikorze. Dom rodzinny Augusta stoi mniej więcej w połowie drogi z Wodzisławia do Wisły. August uczył się w tym samym liceum co kuzyn Adama Małysza, a „wuefistą” Papy Augusta był Serafin Janik – pierwszy trener Tomasza Sikory. Sami widzicie jak intymna więź łączy Augusta z naszymi dwoma mistrzami. Przez całą ich karierę August miał wrażenie, że to tylko jego mistrzowie – jego „prywatni mistrzowie”. Co z tego, że takich jak on było, jest i będzie tysiące; i co z tego, że ani Adam Małysz, ani Tomasz Sikora nigdy o Auguście nie słyszeli – to nie ma najmniejszego znaczenia. August dwa razy był pod Wielką Krokwią podczas zawodów Pucharu Świata. W 2002 roku z Papą, kiedy po kilku latach przerwy Puchar Świata z Wielkim Małyszem wrócił do Zakopanego, i w 2012 roku z Augustową, kiedy Puchar Świata żegnał Wielkiego Małysza. Dziesięć lat temu pod Wielką Krokwią było prawie 100 000 kibiców, w 2012 około 30 000! Za każdym razem August miał wrażenie, że Adam skacze tylko dla niego! Taka więź wytwarza się między kibicami i sportowcami, za których trzymało się kciuki jeszcze zanim odnieśli wielki sukces. August był wielkim fanem Małysza zanim rozgorzała „małyszomania”. Z Tomaszem Sikorą było podobnie. Co prawda złoty bieg Sikory z Anterselwy, August zna tylko z ustnych przekazów,  ale brąz , który nasza drużyna z Tomaszem w składzie zdobyła w Osrblie, to jedno z jego pierwszych sportowych wspomnień. Mały August uznał wtedy, że brąz jest lepszy od srebra – przecież każdy widzi, że bardziej przypomina złoto. Z Susan Dunklee jest tak samo. August polubił sympatyczną Amerykankę jeszcze zanim usłyszał o niej świat. Wszyscy czytelnicy „Z wysokości nartorolek” wiedzą, że Susan jest przez Augusta traktowana wyjątkowo.

Mimo, że nigdy nie spotkali się fizycznie, to dość dobrze się znają. Nie ruszając się z marymonckiej norki, August zaznajomił się z biatlonistką z drugiego końca świata. Znak naszych czasów! Dzisiaj dość zabawnie brzmi historia „zasłyszana” niedawno przez Augusta. Na początku lat dziewięćdziesiątych, czyli w teleinformatycznej epoce kamienia łupanego, na Woronicza ustawiały się kilometrowe kolejki. Nie po chleb, nie po mięso, nie po elektronikę! Po informację, moi mili! Kiedy ktoś puścił plotkę, że redaktor Łabędż zdobył amerykańskie gazety z wywiadami gwiazd NBA, na Woronicza zbiegali się wszyscy stołeczni dziennikarze. W 2012 roku kibice w Istebnej, Pobierowie i Bartoszycach dowiadują się co największe gwiazdy amerykańskiej koszykówki jadły na kolację. I to jeszcze zanim ich sprzątaczki zdążą pozmywać! W 2012 roku, po biegu na 15 kilometrów w Ruhpolding, August otrzymał wiadomość od Susan Dunklee:

Hej August!

Ależ miała ubaw podczas wieczornej dekoracji po biegu. To cudowne uczucie móc dzielić się emocjami w takiej chwili z kolegami z reprezentacji, trenerami i resztą ekipy! No i przede wszystkim z rodzicami, którzy przyjechali do Ruhpolding. Pytałeś czy nie jestem rozczarowana tym, że medal przeszedł mi koło nosa? Nie, nie jestem! Zajęłam piąte miejsce w Mistrzostwach Świata! To o wiele więcej niż zakładałam przed sezonem! Niemniej jednak świadomość, że medal był o włos, że otarłam się o miejsce na podium motywuje do jeszcze cięższej pracy! To ważne przed cyklem treningów w „porze suchej”! Za niedługo śnieg się stopi, przyjdzie lato i wtedy muszę trenować jeszcze ciężej! Nie mogę się już doczekać!

Wiecie co? Oprócz podejścia do treningów, Susan czymś jeszcze przypomina mi pewną Wielką Mistrzynię. Zresztą zobaczcie sami.

 

WYSTRZAŁOWA MAGDALENA (GWIZDOŃ NIE NEUNER!)

W środę i czwartek biegi długie – najstarsza z biatlonowych konkurencji. Jedyna ze specjalności, w której nie pokonuje się rund karnych. W przeszłości miała różne formy. Początkowo rywalizowano na trasie z czterema innymi strzelnicami, na których dystans do celu był różny. Na pierwszym strzelaniu wynosił 100 m., na kolejnych był większy o 50 m., więc na ostatnim strzelaniu zawodnicy trafiali krążki usytuowane 250 m. od stanowisk strzeleckich. W 1966 roku postanowiono, że na każdym strzelaniu dystans do celu będzie wynosił 150 m. Dopiero w 1978 roku zredukowano go do 50 m.

Podczas biegów długich, z uwagi na specyfikę konkurencji, często zdarzają się niespodziewane rozstrzygnięcia. Po 2000 roku na podium PŚ i OL w tej konkurencji stawali tacy zawodnicy jak: Jelena Chrustalewa, Anna Murinowa, Sun Ribo, Chengye Zhang czy Daniel Bohm. W 2008 roku bieg na 15 km w Hochfilzen wygrała Eva Tofalwi. W 2003 w Oestersund całe podium było zaskakujące: 1 – Janez Marić, 2 – Zdenek Vittek, 3 – Marko Dolenc. Na MŚ w 2009 roku na podium stanął, jeszcze wtedy nikomu nieznany Chorwat, Jakov Fak, w 2005 roku mistrzem świata został Czech Roman Dostal a w 2003 żona Tomasza Holubca, Katerina Holubcowa. Nie muszę przypominać kto został mistrzem w 1995 roku. W środę Polak będzie miał ostatnią na tych mistrzostwach szanse, by pokazać wszystkim, którzy żegnali go z bronią, że stary człowiek też może. Nasze panie też na to liczą. Oczywiście na swój dobry wynik, a nie na to, żeby Tomasz Sikora pokazał, że stary człowiek też może. Chociaż może liczą i na to, i na to.

Weronika Nowakowskia-Ziemniak i Krystyna Pałka swoje życiówki osiągnęły właśnie w biegu na 15 km, a jeśli Magdalena Gwizdoń w środę utrzyma formę strzelecką, którą prezentuje na tych mistrzostwach to Laliki będą świętować.

STATYSTYKI STRZLECKI WYBRANYCH ZAWODNICZEK NA MŚ W RUHPOLDING

Magdalena Gwizdoń 30/30 100%

Olga Wiluchina  39/40 97.5%

Marie Dorin Habert 38/40 95%

Helena Ekholm 38/40 95%

Anna Maria Nilson 40/43 93%

Teja Gregorin 38/41 92,6%

M. L. Brunet 38/41 92.6%

Michela Ponza 37/41 90.2%

Tora Berger 36/40 90%

Tina Bachman 27/30 90%

Laure Soulie 27/30 90%

Swietłana Slepcowa 27/30 90%

Selina Gasparin 38/43 88.3%

Olga Zaicewa 37/42 88%

Agnieszka Cyl 26/30 86.6%

Daria Domraczewa 38/44 86.3%

Andrea Henkel  37/43 86%

Krystyna Pałka 37/43 86%

Magdalena Neuner 37/43 86%

Weronika Nowakowska-Ziemniak 36/42 85.7 %

Wita Semerenko 36/43 83.7%

Anastazja Kuzmina 33/43 76.7%

Susan Dunklee 33/43 76.7%

Kaisa Makarainen 32/44 72.7%

 PS. Ah ta Magdalena (Neuner nie Gwizdoń!). Przypomniała nam dzisiaj, że jest człowiekiem, i popełnia błędy jak każdy z nas. Zresztą zrobiła to nie pierwszy raz…

PIERWSZE ŚLIWKI ROBACZYWKI

Biatloniści wrócili na trasy, a August na bloga. Ciężko przemilczeć to co działo się wczoraj w Ruhpolding. Było jak z robaczywą śliwką. Jest pysznie do czasu, aż trafisz na robaka. Awaria systemu była jak robak w śliwce. Szkoda, bo przez nią nie było walki na ostatniej rundzie. Max Cobb, delegat techniczny na wczorajsze zawody, przyznał na konferencji, że przed ostatnim strzelaniem wszystkie ekipy wiedziały, że Norwegowie dostaną bonifikatę. Svendsen nie gonił Faka, a Peiffer nie walczył ze Svendsen, bo jak przyznał:

Widziałem, że Norwegowie dostana bonifikatę, więc nie myślałem o walce z Emilem, a o swoim strzelaniu…

NIEMIECKA KLĄTWA

…fatalnym strzelaniu. Peiffera cała sytuacja ewidentnie przerosła. Zresztą to już staje się niemiecką tradycją. W Oberhofie niemieckie zwycięstwo w sztafecie przestrzeliła Neuner. W Anterselwie Niemcy wygraliby bieg rozstawny kobiet i mężczyzn gdyby celniej strzelała Bachmann i Paiffer. W Kontiolahti mieli szanse na miejsce na podium, do czasu aż na strzelnicy pojawił się Erik Lesser. Ciężko uwierzyć, że w swoim ostatnim pucharowym starcie w Oslo, Peiffer strzelał ze stuprocentową skutecznością (30/30). Nie ma chyba bardziej bezwzględnej dyscypliny sportu niż biatlon. W środę Ireneusz Jeleń o kilkadziesiąt centymetrów przestrzelił 200 procentową sytuację w meczu z Portugalią. Przeprosił, przyznał się do błędu i  za kilka tygodni nikt nie będzie o tym pamiętał. Równie słabą formę strzelecką miał wczoraj Peiffer – pomylił się o kilkanaście milimetrów, i żaden kibic biatlonowy nigdy tego nie zapomni.

SŁOWEŃSKA SENSACJA…

…i to wielka. W każdej z tegorocznych sztafet mieszanych dochodziło do niespodzianek. Najpierw było podium dla Czechów w Hochfilzen. Potem sensacyjny wynik Słowaków w Kontiolahti. Jednak chyba nikt o zdrowych zmysłach nie spodziewał się, że w Ruhpolding dojdzie do równie niespodziewanych rozstrzygnięć (August liczył, że medal zdobędą Polacy, ale nikt nie mówił, że jest normalny). Sztafeta mieszana jaka jest każdy widzi – zawody dla zawodników z drugiego szeregu. W Ruhpolding było inaczej – wszyscy najlepsi stanęli na starcie, a na mecie niespodziewanie pierwsi byli Słoweńcy. I mimo, że na podium odebrali srebrne medale, to jest to ich ogromny sukces. Do tej pory reprezentanci tego niewielkiego kraju zdobyli tylko jeden medal MŚ. W 2009 roku, w biegu indywidualnym, druga była Teja Gregorin. Wczoraj pobiegła na drugiej zmianie, zajęła drugie miejsce, zdobyła swój drugi medal MŚ i drugi dla swojego kraju.
Do historii, nie tylko słoweńskiego biatlonu, przeszedł Jakov Fak. Chorwat stał się pierwszym zawodnikiem, który ma na swoim koncie medale mistrzostw zdobyte dla dwóch różnych krajów, wśród których nie ma Białorusi. Brzmi prawie równie niejasno jak zdanie: Słoweńcy byli pierwsi, więc zajęli drugie miejsce. Już tłumaczę… Na MŚ w biatlonie, medale w barwach dwóch różnych reprezentacji zdobywali:

1)      Aleksander Popow i  Swiatłana Paramyhina dla Zwiąku Radzieckiego i Białorusi.

2)       Władimir Draczew przez większość kariery reprezentował Rosję. W 2002 roku zmienił barwy na białoruskie, i rok później w Chanty-Mansijsku z nowymi kolegami zdobył brąz w biegu sztafetowym.

3)      Najbardziej znaną biatlonistką, która na podium stała w barwach dwóch różnych reprezentacji jest Olena Zubryłowa. Multimedalistka światowego czempionatu miała okazję słuchać hymnów Ukrainy i Białorusi.

Fak jeszcze z jednego powodu jest wyjątkowym zawodnikiem. Nie było chyba innego zawodnika w historii biatlonu, który nigdy nie ukończył PŚ w pierwszej dwudziestce klasyfikacji generalnej, a zdobywał medale na trzech różnych wielkich imprezach.

Wszystko brzmi bardzo niejasno, ale taki był ten wczorajszy bieg.

IMPONUJĄCY SIKORA

Po raz pierwszy mam niezwykła przyjemność napisać te słowa na swoim blogu. Co prawda wczoraj imponujący był tylko na strzelnicy, ale to i tak bardzo obiecujący prognostyk. Polak strzelał szybko, pewnie i celnie. Biegowo nie zachwycił, ale w takiej formie możemy liczyć na kilka bardzo przyzwoitych wyników, a w biegu długim może nawet na coś więcej.

CZAS BIEGU WYBRANYCH ZAWODNIKÓW

Emil Hegle Svendsen: 16:47.4

Martin Furcade: 16:50.2

Klemen Bauer: 16:58.6

Ondrej Moravec: 16:53.8

Lukas Hofer: 17:00

Bjorn Ferry: 17:01.0

Andreas Birnbacher: 17:03

Ole Einar Bjoerndalen: 17:07.6

Michal Slesingr: 17:08.2

Tim Burke: 17:09.5

Dymitr Małyszko: 17:11.6

Arnd Peiffer: 17.12.6

Jakov Fak: 17:12.8

Fredrik Lindstroem: 17:13.9

Siergiej Nowikow: 17:22.5

Simon Furcade: 17:22.9

Indrek Tobreluts: 17:25.3

Matej Kazar: 17:25.9

Benjamin Weger: 17:26.9

LowellBailey: 17:29.4

Markus Windisch: 17:32

Tomasz Sikora:17:48.9

Dusan Simocko: 17:49

Anton Szypulin: 17:59.7

Krzysztof Pływaczyk: 18:02.0

Wytłuszczonym drukiem Czarne Konie Augusta – oni mogą sprawić niejedną niespodziankę na tych mistrzostwach.

BETON…

…nieskruszony. Tak można podsumować sytuację w rywalizacji kobiet. Jedyną rzeczą wartą podkreślenia jest 17 sekundowa przewaga w biegu Daszki nad Magdaleną – ale wiemy jakie były wczoraj warunki, i jak wielką rolę odgrywało przygotowanie nart.  Domraczewa, Zaicewa, Neuner, Berger, Ekholm i Makarainen są tak mocne, że wątpliwe, aby dopuściły do podium kogoś spoza tej grupy. Wśród kandydatek są: Kużmina, Dorin Habert, Solemdal, Gregorin, Henkel i  Dunklee. Ta ostatnia może trochę na wyrost, ale każda, jeśli będzie strzelać bezbłędnie, może skruszyć beton.

 Jeśli chcecie poczuć atmosferę mistrzostw, posłuchajcie „szlagra”, przy którym bawi się całe Ruhpolding 🙂 INDZOJ

PS. Lata lecą a Uwe wciąż przy lunecie.

POWRÓT KRÓLA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

 

 

REJTERADA KADROWICZÓW

W ostatnim czasie miałem sporo obowiązków. Z tego powodu zamilkłem na jakiś czas. Wracam wraz ze sztafetą mieszaną. Po ciuchu liczę na to, że w tej konkurencji zdobędziemy w Ruhpolding medal. Zapewne zdążyliście zauważyć, że widzę biatlonowy świat w różowych barwach. Tomasz Sikora, moi mili, wróci na niemiecki czempionat w formie, i wraz z dwójką naszych pań oraz celnie strzelającym Krzysztofem Pływaczykiem, zdobędzie w Ruhpolding medal! O tak! Nie bójmy się słów! Sztafeta mieszana to konkurencja traktowana nieco po macoszemu. Najwięksi odpuszczają ten start. Liczę na to, że któryś z norweskich, niemieckich, rosyjskich, francuskich lub szwedzkich gigantów w Ruhpolding będzie oszczędzał siły na późniejsze starty. „Miksty” odbędą się inaugurację mistrzostw, zdobędziemy medal a potem będzie już tylko lepiej! Na korzyść naszej drużyny działa dzisiejszy wynik. Nie przejęzyczyłem się. Nadzieja i presja będzie mniejsza a więc szanse większe. Jednak do meritum, nie o tym miał być ten wpis.

Zginął Zbyszek!

Na lotnisku w Helsinkach, gdzie nasi zawodnicy mieli przesiadkę w drodze do Kontiolahti, Zbyszek wraz z nartami, kijami oraz torbą z rzeczami Weroniki Nowakowskiej-Ziemniak, zrejterował z naszej kadry! Podobno dezerterzy przestraszyli się arktycznych mrozów. Weronika Nowakowska-Ziemniak mówiła, że warunki w Finlandii są nieludzkie! Przez wysoką wilgotność powietrza, przy minus 17 stopniach ma się wrażenie, że jest minus 30! Zbyszek jednak dość szybko stęsknił się za zawodniczką, i już po kilkudziesięciu godzinach wrócił do kadry. To nieco działa na jego korzyść! Narty i kije dotarły trochę później. Weronika starała się zbagatelizować sprawę, mówiła, że Zbyszek wybrał się na wakacje. Nie! Panie Zbyszku to była zwykła dezercja, a to grozi poważnymi konsekwencjami! Od dzisiaj Pani Weronika musi codziennie puszczać Zbyszkowi najgorszą piosenkę w historii muzyki popularnej pt. Gdzie jest kuxxx Zbyszek? Słuchanie tego, to absolutna katorga, więc, z uwagi na szacunek dla czytelników, nie zamieszczę żadnego odsyłacza. Masochistów zapraszam na YouTube.pl. Pisałem o okolicznościach łagodzących! Oskarżony dość szybko zrozumiał, że to był błąd i wykazał skruchę. W związku z tym proponuję ugodę! Nikt nikomu nie każe słuchać tego muzycznego potwora, ale od jutra, aż do końca sezonu, Zbyszek i narty spisują się bez zarzutu, a w Ruhpolding widzimy medal na szyi Pani Weroniki!

   PS. Akta sprawy na „fejsbukowej” tablicy „fanpejdza” Weroniki Nowakowskiej-Ziemniak

Mistrz bierze kąpiel samotnie

Pucharowa runda w Anterselwie była dla Norwegów najgorszą od 2005 roku – wtedy ostatni raz ani jeden z reprezentantów i reprezentantek tego kraju nie stanął na podium. Na domiar złego męska sztafeta zanotowała najgorszy wynik od 2002 roku, kończąc bieg rozstawny na odległym 11. miejscu. W Oslo wszystko miało się odmienić. W czwartek stadion niemal szczelnie zapełnił się dziećmi ze stołecznych szkół, które miały zapewniony darmowy wstęp na zawody. Dziesiątki tysięcy młodych norweskich oczu zobaczyły, że

Tarjei Boe

wciąż spisuje się znacznie poniżej oczekiwań. W czwartkowym sprincie spudłował trzykrotnie, i uplasował się na odległy 28. miejscu. Biegowo uzyskał 17 wynik – słaby, ale mieszczący się w tegorocznej normie biatlonisty. 24-latek nie ma zielonego pojęcia z czego wynika jego słabsza dyspozycja. Boe na łamach norweskich gazet przyznał, że na początku stycznia zdał sobie sprawę, że nie jest najlepiej przygotowany do sezonu. Wtedy zabrał się do jeszcze cięższej pracy, ale jak do tej pory… nie przyniosła ona rezultatów.

Czuję, że zrobiłem to co powinienem zrobić, ale w czasie zawodów wszystko szlag trafia. Muszę przygotować się jeszcze lepiej.

– powiedział w rozmowie z dziennikarką VG. Ubiegłoroczny zdobywca Kryształowej Kuli dzień przed zawodami był pełen nadziei. Podkreślał, jak ciężko trenował ze Svendsenem i pozostałymi kolegami z reprezentacji w Lillehamer, czego efekty muszą być widoczne już w Oslo. Cytowana wyżej gazeta VG, w tym samym tekście, przypomina, że

Emil Hegle Svendsen

i Boe są nie tylko rywalami, ale przede wszystkim także wielkimi przyjaciółmi. Niemal cały czas spędzają w swoim towarzystwie: razem mieszkają, razem jedzą, razem trenują, razem śpią i wspólnie przechodzą kryzys formy.

 Svendsenowi brakuje przede wszystkim pewności na strzelnicy – biega bardzo dobrze. W sprincie w Oslo był najszybszy na trasie, ale dwa razy spudłował, i rywalizację ukończył na najniższym stopniu podium. Dziennikarze w Norwegii zastanawiają się, czy u podstaw słabej dyspozycji nie leży specyficzny styl bycia obu zawodników. W opinii jednych są wyluzowani, dzięki czemu w norweskiej drużynie panuje wyjątkowo dobra atmosfera.

W opinii drugich zawodnicy zbyt małą uwagę poświęcają biatlonowi, i nie jest to zarzut tylko pod adresem Boe i Svendsena.

Wszystko spokojnie obserwuje

Ole Einar Bjoerndalen.

Legendarny biatlonista woli kąpać się bez koleżanek z reprezentacji.

Często też przygotowuje się poza kadrą, i być może dzięki temu – jako jeden z nielicznych – konsekwentnie eliminuje mankamenty swojej dyspozycji. OEB w sprincie był piąty mimo, że musiał pokonać dodatkowe 150 metrów. Po zawodach w rozmowie z dziennikarzami przyznał:

Jestem bardzo szczęśliwy! Po raz pierwszy od dawna miałem bardzo dobry czas ostatniej rundy.

Bjoerndalen na tym odcinku trasy przegrał tylko ze Svendsenem. Na całej 10 kilometrowej trasie szybsi od Norwega byli tylko: Martin Furcade, Peiffer i wspomniany Svendsen – a to najlepszy dowód na to, że mając 39 lat można notować zwyżkę formy, Panie Tomaszu.

.

Trochę bardzo do dupy

Na dzień przed startem pucharowej rywalizacji w Holmenkollen Norwegowie mają sporo zmartwień. Ostatnia runda PŚ była pierwszą od grudnia 2005 roku, w czasie której reprezentanci kraju fiordów nie stanęli ani razu na podium. W  przypadku żeńskiej części reprezentacji nie jest to aż tak szokujące. Kibiców najbardziej martwią słabe wyniki mężczyzn. Per Arne Botnan, kierownik kadry, poproszony przez dziennikarzy Verdens Gang o kilka słów komentarza, po sprincie w Anterselwie, powiedział:

Trochę do dupy.

Najlepszy z norweskich biatlonistów, Emil Hegle Svendsen, uplasował się na 23. miejscu, Tarjei Boe skończył rywalizację na 40. pozycji, a Ole Einar Bjoerndalen linię mety przekroczył z 56. czasem. Wypadek przy pracy? Niekoniecznie. Dzień później, w biegu ze startu wspólnego niewiele się zmieniło: 10., 14. i 22. to miejsca kolejno Bjoerdalena, Svendsena i Boe. Panowie Boe i Bjoerndalen postanowili zrehabilitować się w sztafecie, w której – razem z Birkelandem i Bergerem – pobiegli ostatniego dnia zmagań we Włoszech. Bjoerndalen pobiegł na pierwszej zmianie. Wyprowadził swoją reprezentację na pierwsze miejsce. Po biegu w rozmowie z dziennikarzem VG powiedział:

Każdego dnia jestem coraz lepszy. Na ostatniej rundzie dałem z siebie wszystko.

Rzeczywiście czas ostatniego okrążenia Ole Einara był fenomenalny – tego dnia absolutnie najlepszy. OEB na tym odcinku wygrał nawet korespondencyjny pojedynek z Larsem Bergerem, który po ostatnim strzelaniu pędził co sił w nogach do strefy zmian. Musiał choć trochę zrehabilitować się za dyspozycję strzelecką. Z 16 strzałów tylko 5 doszło celu. Norwegowie sztafetę ukończyli jako jedenasta drużyna w stawce, co jest najgorszym wynikiem od 10 lat.

Strzelanie jest elementem, nad którym mocno popracować muszą popularne Norki. Emil Hegel Svendsen podczas jednej z konferencji mówił, że brakuje mu pewności na strzelnicy – a więc rzeczy zdecydowanie najważniejszej. Strzelanie to niezwykle delikatny element biatlonowego rzemiosła. Na treningu można oddać 100 strzałów spośród, których 98 będzie celnych, a w zawodach na 10 strzałów tylko 7 dosięga celu. Z czego to wynika? Są zawodnicy, którzy nigdy tego nie potrafili strzelać (Berger, Bauer), ale chyba wszyscy zgodzą się, że częste seryjne błędy Neuner i Bucholz mają podłoże psychologiczne. Samospełniające się proroctwo – zawodniczki tak często myślą o zaprzepaszczonych szansach na ostatniej sztafetowej zmianie, że popełniają te same błędy.

Dyspozycję strzelecką można poprawić na przestrzeni dwóch tygodni i zapewne na tym skupiał się w ostatnim czasie EHS. Natomiast co z biegiem? W tym elemencie trudniej zrobić znaczące postępy w tak krótkim czasie. Przyjrzyjmy się formie biegowej i jej zmianom u wybranych zawodników.

EMIL HEGLE SVENDSEN

Miejsce w tabeli uwzględniającej tylko czas biegu:

4, 1, 8, 2, 4, 17, 1 [przerwa świąteczna] 1, 1, 4, 5, 16, 6, 1

Można zauważyć, że forma biegowa w przerwie świątecznej nie uległa drastycznej zmianie. Słabsze czasu biegu nie wynikały z obniżki formy. EHS jest zawodnikiem, który miewa problemy z motywacją, kiedy szybko traci szanse na walkę o zwycięstwo. W sprincie w Hochfilzen II popełnił cztery błędy na strzelnicy i odechciało mu się biec. Na ostatniej rundzie do Boe stracił aż 16 sekund, zawody ukończył na odległym 54. miejscu. Dzień później, w biegu pościgowym biegł najszybciej i awansował o 30 pozycji. Podobnie było w biegu pościgowym  w Nowym Mescie. Svendsen na trasę ruszył z pierwszym numerem, ale podczas pierwszych trzech strzelań popełnił aż 5 błędów – efekt 16 czas biegu i 9. miejsce na mecie. Svendsen to nie tylko jeden z najlepszych biegaczy w stawce ale także strzelców. W tym sezonie ma 85% skuteczność ale zbyt często zdarzają mu się seryjne błędy.

TARJEI BOE

7, 3, 13, 24, 13, 3, 27 [przerwa świąteczna] -, -, 3, 16, 7, 17, 14

Norweg nie jest w najwyższej formie, co zresztą podkreśla na każdym korku. Na domiar złego chorował w przerwie świątecznej. Jego forma biegowa wydaje się stabilna ale niestety tylko na poziomie drugiej dziesiątki. Po świętach do średniego biegu doszło fatalne strzelanie i kiepskie wyniki: 13, 20, 21, 22, 40. Przed nim dużo pracy jeśli chce walczyć w Ruhpolding o medale.

OLE EINAR BJOERNDALEN

3, 9, 18, 45, 16, 45, 32 [przerwa świąteczna] -, -, 22, 27, 17, 37, 19

Truizmem jest stwierdzenie, że Ole Einar Bjoendalen to niezwykle doświadczony zawodnik. Jednak nawet on nigdy nie przygotowywał do sezonu 39-latka. Mike Dixon, komentator brytyjskiego Eurosportu, były biatlonista, który startował na ZIO mając 40 lat, uważa, że OEB przesadził latem z treningiem. W jego wieku organizm starzeje się zdecydowanie szybciej i należy przygotować inny plan treningowy niż ten, który sprawdził się dwa lata temu. 39-latek nie może trenować równie mocno jak 37-latek, a już na pewno nie jak 25-latek. Drugie miejsce w biegu pościgowym w Hochfilzen II nieco zamydliło oczy kibicom. Sporo osób uznało, że OEB wrócił już do dawnej formy. Nic bardziej mylnego – w tamtym biegu Bjoerndalen był bezbłędny na strzelnicy, biegowo był 32. To trochę tłumaczy decyzję zawodnika by odpuścić starty w Oberhofie. Bjoerndalen z każdym tygodniem wydaje się mocniejszy. Zawody w Oslo mogą być dla niego trampoliną, tak jak konkursy w Zakopanem często pozwalały Małyszowi wrócić do czołówki przed ważnymi startami.

FRANCJA
Martin Furcade: 1, 2, 12, 10, 1, 1, 16 [przerwa świąteczna] -, 22, 1, 3, 10, 1, 4
Simon Furcade: 10, 52, 24, 6, 33, 25, 25 [przerwa świąteczna] 3, 15, 5, 1, 18, 33, 17

Martin mimo przeziębienia w czasie świąt, utrzymuję formę biegową na niezwykle wysokim poziomie.
Simon po świętach zdecydowanie poprawił czas biegu. Raz był nawet najszybszy – niewielu jest zawodników, którzy w trakcie sezonu poczynili tak wielkie postępy. Mimo to miewa spore wahania, które musi wyeliminować.

NIEMCY
Andreas Birnbacher: 9, 20, 10, 4, 7, 11, 9 [przerwa świąteczna] 19, 11, 8, 7, 8, 1, 15
Arnd Peiffer: 56, 32, 7, 26, 6, 47, 8 [przerwa świąteczna] 2, 3, 2, 6, 1, 12, 22

Birnbacher utrzymuje formę biegową na dobrym, wysokim poziomie. Peiffer po świętach wystrzelił – w Oberhofie i Nowym Mescie biegał najszybciej w stawce. 22 czas biegu w ostatnich zawodach przed przerwą miał związek ze słabym strzelaniem Niemca. W biegu masowym szybko zaliczył 4 rundy karne i biegł na pół gwizdka.

 ROSJA
Andriej Makowjejew: 13, 39, 20, 5, 10, 9, 2 [przerwa świąteczna] 6, 5, 10, 9, 19, 9, 11
Jewgienij Ustjugow: 12, 23, 2, 1, 5, 14, 4 [przerwa świąteczna] 7, 9, -, 4, 11, 10, 5
Anton Szipulin: 25, 25, 24, 17, 21, 89, – [przerwa świąteczna] 53, 17, 17, 14, 27, 4, 13

Im dłużej trwa sezon tym Rosjanie szybciej biegają. Zdecydowanie największe możliwość ma Ustjugow – jeśli tylko poprawi strzelanie, końcówka sezonu może należeć do niego. Szpulin to specyficzny zawodnik – biega przyzwoicie i regularnie coraz szybciej, do tego rewelacyjnie strzela w stójce (96%!). Jeśli ta tendencja się utrzyma, w Ruhpolding może zdobyć kilka medali w konkurencjach, w których rywalizuje się ramię w ramię. Rosjanie są faworytami do złota w sztafecie na MŚ, chociaż przed sezonem wydawało się, że nikt nie dorówna Norwegom.

SZWECJA
Fredrik Lindstrom: 22, 15, 17, 73, 42, 57, 43 [przerwa świąteczna] 33, 13, 16, 20, 6, 3, 9
Carl Johan Bergman: 15, 4, 14, 3, 26, 56, – [przerwa świąteczna] 11, 8, 19, 8, 12, 54, 23

Bergman ma wyśmienity sezon i jak widać utrzymuje dyspozycję biegową. Nigdy nie zdobył indywidualnie medalu MŚ. W Ruhpolding ponownie będzie mu niezwykle ciężko, bo młodzi zawodnicy rozpędzają się wraz z trwaniem sezonu. Lindstrom jest tego najlepszym przykładem – przed przerwą świąteczną, biegowo regularnie w piątej dziesiątce, po przerwie w pierwszej dziesiątce. Jedna z rewelacji sezonu. Jeśli kończącą się przerwę wykorzysta tak jak poprzednią, może na stałe wskoczyć do czołówki PŚ.

POLSKA
Tomasz Sikora: 68, 56, -, 34, 38, 63, 42, 81, – [przerwa świąteczna] 71, 75, -, 74, –
Łukasz Szczurek: 87, -, -, 89, -, 76, 57, 84, -[przerwa świąteczna] 84, 84, -, 97, –
Krzysztof Pływaczyk: 79, 87, -, 92, -, 67, 47, 82, – [przerwa świąteczna] -, 92, 53, 98, –

Pierwsza część sezonu była dla Tomasza Sikory nieudana. Biegał słabo, niestety po przerwie świątecznej zaczął biegać bardzo słabo. W tej sytuacji biatlonista podjął jedyną słuszną decyzję o rezygnacji ze startów i skupieniu się na treningu. W dwa tygodnie nie sposób zrobić skok formy tak duży, żeby usatysfakcjonował kibiców i samego zawodnika. Mam nadzieję, że w sześć tygodni jest to możliwe i na MŚ Tomasz Sikora wróci w dobrej dyspozycji.
Trudno cokolwiek napisać o pozostałych naszych zawodnikach. Jeśli notują czasy biegu w okolicach piątej i szóstej dziesiątki to tylko w biegach pościgowych, czyli w absolutnej końcówce stawki. Trudno być optymistą, im dalej w las tym więcej drzew, forma biegowa naszych reprezentantów nie wygląda albo wygląda jak forma na zawody szkolne – trochę do dupy, trochę bardzo do dupy.